Odzież używana kojarzy się zazwyczaj niezbyt dobrze. Mi także. Zawsze wydawało mi się, ze to miejsce tchnie jakimś anty życiem. Ze tam się nie ubiera a anty ubiera, ze tam radości życiu przynależnej nie ma. Taki grobowiec ubraniowy. Smętny, szary i śmierdzący. Ale do czasu, jak każda opinia i ta uległa weryfikacji, bo tylko krowa poglądów nie zmienia. Moja koleżanka to przykład antytezy wyżej wspomnianej. Ona zawsze chodzi ubrana oryginalnie, radośnie, nie banalnie. Zawsze jej zazdrościłam tego stylu rodem z Francji. Jakby samą modelką Victoria's secret była. Nigdy bym nie uwierzyła, ze to właśnie odzież używana takową królową z niej robi. Nie ma takiej dziewczyny która by się za moja koleżanka nie obejrzała, tak wygląda oryginalnie. I nie mam na myśli tu jej przebrania, groteskowości, tylko godność jakowąś, klasę. Cóż, nie zawsze stereotypy się sprawdzają. Przychodzi taki czas, ze zweryfikować je pora. Dla mnie odzież używana teraz to kwintesencja czegoś niezwykłego, istota kreatywności.